Moje artykuły

Ciekawy banknot o nominale 1 marka

Dzisiaj włączyłem do kolekcji bardzo ciekawy jednomarkowy banknot. Nie był wydany do obiegu, ponieważ został zaplamiony. Nie został jednak przez to skasowany, jak zwykle to robiono w przypadku banknotów, które nie spełniały niemieckich norm. Banknot jest numerowany bardzo niskim numerem seryjnym. Pochodzi z partii dosłownie pierwszych kilkudziesięciu arkuszy, co czyni go dość wyjątkowym, przy nakładzie rzędu ponad dwóch milionów sztuk banknotów o tym nominale. Niezwykle rzadko trafiają się bezobiegowe banknoty z pierwszej emisji – zazwyczaj są to późne emisje.

1_marka_bardzo_niski_numer_awers

dzielnik

„Magni nominis umbra”

Gdyby pokusić się o współczesną definicję hasła „numizmatyka” myślę, że dość dobrze pasującym określeniem byłoby, że jest to sztuka robienia pieniądza na pieniądzach. Pierwotna definicja numizmatyki, wg. Słownika Języka Polskiego PWN brzmiała „nauka zajmująca się badaniem, opisem i systematyzowaniem numizmatów”. Z pewnością obecna postać tej wspaniałej nauki nabrała czysto merkantylnego wymiaru i jest tylko tym tytułowym cieniem dawnej świetności. Współczesna „numizmatyka” sprowadza się do nazywania numizmatami wszystkiego, co okrągłe i błyszczy. Podmioty, które stoją za produkcją błyskotek starają się przekonać nas, że nakłady idące w setkach, czy tysiącach sztuk to idealna inwestycja. Jesteśmy zalewani, przez różne „mennice” ofertami zakupu przedmiotów kolekcjonerskich, które przecież nie niosą za sobą żadnej wartości historycznej, pomimo tego są one nazywane „numizmatami”. Wg. wcześniej już cytowanego Słownika Języka Polskiego PWN „numizmat” oznacza dawny medal lub monetę mającą wartość zabytkową. O jakiej wartości zabytkowej mówimy w przypadku współcześnie wyprodukowanego krążka metalu, dodatkowo przyozdobionego kolorowymi, rysunkami, czy innymi dodatkami? Jedyna historia, która ewentualnie może w tym przypadku zainteresować potencjalnego nabywcę, to przeczytanie o wydarzeniu, które upamiętnia dana moneta. Ale co z innymi seriami, uwieczniającymi postacie z bajek, filmów, listki, kwiatki, zwierzątka, et cetera? Gdzie tu ta numizmatyka i numizmaty? Według mnie, to najwyżej inwestycja, w dodatku niepewna, bo zakup, w momencie sprzedaży, może się zwróci, a może się nie zwróci. Sądzę, że z dawnych wartości i celów, którymi kiedyś kierowała się numizmatyka, pozostała tylko ta nomenklatura. Prawdziwa numizmatyka jeszcze ciągle opiera się nowoczesnym trendom. W swojej archaicznej formie przyciąga niewielu nowych badaczy. Jest raczej szorstką nauką, z pozoru niewdzięczną, dla osób cierpliwych, zdolnych do poświęceń, aby w swoich badaniach posunąć się chociaż o krok, czerpiących z tego satysfakcję i motywację do dalszych działań. Inwestowanie nie lubi takiej stagnacji. Inwestorom, którzy dla własnego dowartościowania się i chyba dla uzyskania większego społecznego prestiżu okrzykują się „numizmatykami”, nie są potrzebne godziny spędzone w archiwach, przedmiotowa literatura, ślęczenie przy lupie. To, co jest im potrzebne, to zasobny portfel i wiedza, gdzie zyskownie sprzedać kupiony towar. Nie bronię firmom produkować swoich wyrobów, a kolekcjonerom ich zbierać, jedynie apeluję o używanie właściwej terminologii w stosunku do tych przedmiotów.

dzielnik

Biuletyn Numizmatyczny nr 4/2012

Wywiad z Guyem Franquinetem

Guy Franquinet urodził się w 1947 roku w holenderskiej Hadze. W wieku 19 lat wyjechał do Niemiec, gdzie pracował dla firmy naftowej. Od 1979 roku prowadzi własną firmę naftową “LD Lubricating Dutchman”. Jego pasja numizmatyczna zaczęła się z chwilą otrzymania od swojego dziadka zbioru srebrnych monet 2,5 guldenowych. Przez długie lata był członkiem zarządu „Berufsverband des Deutschen Münzenfachhandels”. W 1993 roku stał się ekspertem w dziedzinie monet niemieckich wybitych po 1871 roku i tę funkcję będzie pełnił do 2020 roku.

Kiedy i w jakich okolicznościach zaczął Pan interesować się tematyką Getta Łódzkiego?

Myślę, że to było w połowie lat 80-tych, kiedy kupiłem sporą ilość monet Getta Łódzkiego.
Nikt w Niemczech nie był w stanie powiedzieć mi, czy te monety są autentyczne. W tamtych czasach tych monet nie było w katalogu Jaegera. Poszukiwania ekspertów w Niemczech i w Polsce zakończyły się fiaskiem. Zbiór liczył kilkaset sztuk monet i musiałem zapłacić za niego 3500 marek, co obecnie stanowi wartość około 1500 euro. Wszystkie monety były bite z aluminium i tylko jedna była wybita w stopie magnezu z aluminium. Byłem ciekawy, czy nabyte monety są oryginalne, czy nie. Kilka lat później kupiłem w Chicago zbiór monet – 10 fenigów, 5 i 10 marek. Po pewnym czasie przyjechałem do Warszawy, do muzeum. Tam zobaczyłem oryginalne monety. Odwiedziłem również muzeum w Nowym Jorku. Tam zobaczyłem listy, które pisali i wysyłali do innych krajów osoby, ówcześnie przebywające w Getcie. Do tych listów były wkładane oryginalne monety. Poleciałem także
do Tel Avivu i do instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. W Tel Avivie spotkałem się z Mordechajem Brownem, który pracował w gettowej mennicy. Następnie nawiązałem kontakt z moim późniejszym przyjacielem doktorem inżynierem Peterem Hammerem i przez następne kilka lat wspólnie pracowaliśmy nad monetami i ich analizą chemiczną. Zwieńczeniem tych prac była książka, którą napisałem przy współpracy z Peterem Hammerem, Lotharem i Hartmutem Schoenawa. Dopiero po pewnym czasie odkryłem, że wszystkie aluminiowe monety okazały się falsyfikatami, a moneta ze stopu była oryginalna. Straciłem wówczas mnóstwo pieniędzy.

Na szczęście ta strata nie zraziła Pana do zajmowania się tą tematyką i w dalszym ciągu można liczyć na Pana pomoc. W Polsce niewiele osób interesuje się monetami Getta. Jak przedstawia się sytuacja w Niemczech? Czy dużo jest takich kolekcjonerów?

W Niemczech jest teraz dużo kolekcjonerów. W starym katalogu Jaegera nie było monet Getta Łódzkiego. Około 12 lat temu to się zmieniło. Pracowałem na to i obecnie zbieracze interesują się tymi monetami.

Skąd Pan bierze monety do swojej kolekcji?

Kupiłem zbiór monet „New Yorker lot”. Od tego czasu nie potrzebuję monet magnezowych.
Jednak w tym zbiorze nie było monet 20-to markowych i tylko trzy aluminiowe monety 5-cio markowe, więc muszę kupić te monety do uzupełnienia kolekcji. Mam wielu przyjaciół na całym świecie, którzy wiedzą, że potrzebuję tych monet i czasami mi je oferują. Monety Getta Łódzkiego są rzadkie i trudno jest kupić ich większą ilość, więc tworząc kolekcję trzeba być bardzo cierpliwym.

Można się do Pana zwrócić o certyfikat autentyczności monety z Getta. Czy dużo trafia
do Pana fałszywych monet?

Obecnie mam za sobą ponad 35 lat doświadczenia numizmatycznego i nigdy nie widziałem tak wielu falsyfikatów innych monet, ile jest w przypadku monet Getta. Trafiają się także falsyfikaty zamknięte w slabach NGC. Kolekcjonerzy powinni być szczególnie ostrożni, kupując monety bez certyfikatów, na przykład moich. Jest niewielu ekspertów, którzy mogą z całą pewnością stwierdzić, czy dana moneta jest oryginalna czy fałszywa.

No właśnie, wspomniał Pan o swoim wieloletnim doświadczeniu. W takim razie proszę na zakończenie o kilka porad dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z numizmatyką.

Będąc młodym numizmatykiem nie należy bać się popełniać pomyłek. Oczywiście mam na myśli mniej kosztowne pomyłki. Być członkiem jakiegoś stowarzyszenia lub klubu numizmatycznego, gdzie można nawiązać kontakty z osobami o większym doświadczeniu numizmatycznym. Takie osoby zawsze chętnie pomagają nowicjuszom. Ważne jest także, aby podchodzić z lekkim dystansem do tego, co mówią inni ludzie i na własną rękę dochodzić do wiedzy oraz nigdy nie wstydzić się pytać ekspertów. Prawdziwy ekspert zawsze będzie gotowy, aby pomóc.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.

dzielnik

Biuletyn Numizmatyczny nr 4/2013

dzielnik

Grosz nr 139/2014

dzielnik

Nieznany typ perforatora

Ostatnio włączyłem do kolekcji banknot jednomarkowy z, dotąd mi nieznaną, perforacją. Dziurkowanie banknotów było jedną z metod pozbawiania ich wartości. Pozostałe sposoby opisałem w publikacji Banknoty getta łódzkiego 1940-1944. W przypadku perforowania kolistego znane są średnice otworów od około 4 mm do ok. 8 mm. Na nowo nabytym banknocie zastosowano podwójną perforacją, tj. kasownik o otworze 8 mm oraz drugi, wcześniej mi nieznany, kasownik o kształcie gwiazdy (!). Banknot jest bezobiegowy, a przyczyną jego skasowania jest nieprawidłowo naniesiony numer seryjny.

1_marka_1940